Anselm Grun
Adwent znaczy “przyjście”. Czekamy na przyjście Jezusa Chrystusa w naszych czasach. Kościół mówi o przyjściu Chrystusa na trzy sposoby: o Jego przy byciu w chwili narodzin przed 2000 lat, o przyjściu Chrystusa do naszego wnętrza dzisiaj i o Jego nadejściu w chwale na końcu czasów. Czy jednak po rusza nas w ogóle Adwent Chrystusa? Czy nie lepiej by było, gdyby przyszedł przyjaciel albo przyjaciółka? A może inne autorytety, inne towarzystwo? Co powinno zatem przyjście Jezusa spowodować w naszym życiu, w naszym świecie?
W Adwencie świętujemy przybycie Jezusa Chrystusa do nas, Jego przyjście do naszych serc. To, że Jezus przychodzi do nas, do każdego z nas, oznacza, że On puka do drzwi naszego serca. Wiemy, że Jezus już przyszedł. Jako Człowiek przyszedł na ziemię przed 2000 lat, by być razem z nami. Jest z nami od dawna. Jest pośród nas, gdy sprawujemy Najświętszą Eucharystię. Jednak spotykamy Go jako Przychodzącego, ponieważ my sami nie jesteśmy u siebie. Wyraził to trafnie jeden z pisarzy: “Dzisiaj wieczorem będę miał wizytę. Mam nadzieję, że będę w domu”. Często nie ma nas w naszym własnym domu. Jesteśmy gdzieś daleko z naszymi myślami i uczuciami, z naszymi myślami idziemy na spacer. Ponieważ nie ma nas u siebie, doświadczamy Chrystusa, który już od dawna jest u nas, jako Nadchodzącego. Pytanie brzmi: czy Jezus rzeczywiście przyjdzie do nas, czy osiągnie sukces w swoim pukaniu, a może zignoruję Jego nadejście?
Gdy przychodzi do nas Bóg, jest to dla nas wielkie wydarzenie. Załamują się wtedy nasze rutyno we pewności i zabezpieczenia. Istnieje wiele bajek opowiadających o tym, że ktoś oczekiwał przybycia Boga. Przygotował świąteczny posiłek. Jednak inni wchodzili mu w drogę. Do drzwi zastukał biedak i prosił o pomoc. Został odesłany z kwitkiem. Przy szedł chłopiec, jednak przeszkadzał w oczekiwaniu na przyjście Boga. A w rzeczywistości to sam Pan Bóg przyszedł w tych biednych ludziach. Jesteśmy tak bardzo wpatrzeni w nasze obrazy Boga, że nie dostrzegamy Jego przybycia. Czekamy ciągle na coś nadzwyczajnego i nie zauważamy wcale, jak Bóg codziennie przychodzi do nas w ludziach, którzy nas o coś proszą, którzy obdarowują nas uśmiechem. Każde spotkanie z człowiekiem to przyjście Boga do nas, które stanie się szczególnym wydarzeniem, jeśli będziemy na nie otwarci.